Dochodziła trzynasta. Najwyższy czas zacząć przygotowania do spotkania z
siatkarzem. Tym razem zamierzałam włożyć zwykłe dżinsy i niebieską koszulę.
Włosy proste, zarzucone do tyłu. Delikatny makijaż, czarne balerinki, torba w
tym samym kolorze wsunięta na ramię i byłam gotowa do wyjścia. Poczekałam aż
wybije wpół do czternastej. Gdy dostrzegłam ją na tarczy ściennego zegara wybiegłam z domu. Miałam
przekręcić kluczyki w stacyjce, jednak zawahałam się.
-Na pewno dobrze robisz? - zapytałam samą
siebie głosem pełnym obaw. W tym momencie przypomniałam sobie uśmiech Szampona.
Był szczery, a w dodatku taki uroczy. To przesądziło o ostatecznej decyzji.
-Jadę. - poinformowałam pustą
przestrzeń mojego samochodu. Sprawnie odpaliłam silnik. Droga minęła bez
przeszkód. Zaparkowałam pojazd na przeciwko lokalu, w którym byłam umówiona z Mariuszem. W dalszym
ciągu siedząc na fotelu kierowcy rozejrzałam się po okolicy. Ujrzałam auto
Wlazłego.
On już na mnie czeka.
Wzięłam głęboki oddech po czym wreszcie
wyszłam z mojego przytulnego schronienia. Stojąc przed drzwiami zdobyłam się na
uśmiech, nacisnęłam na klamkę i raźnym krokiem przestąpiłam próg pomieszczenia
pełnego ludzi. Bezskutecznie starałam się odnaleźć wśród tłumu znajomą twarz. W
chwili gdy chciałam wejść w głąb sali dopadł mnie uradowany Szampon z bukietem
czerwonych róż.
-Witam panią. - ujął moją dłoń
składając na niej pocałunek, po czym wręczył kwiaty.
-Cześć Mariusz. - cmoknęłam go w
policzek.
-Mam nadzieję, że ci się podobają. - w
jego oczach ujrzałam iskierki radości.
-Są śliczne, dziękuję. - zatopiłam nos
w delikatnych płatkach wciągając przy tym ich aromatyczną woń.
-Zapraszam do stolika. - oplótł
ramieniem moją talię prowadząc w kierunku odosobnionego kącika.
-Widzę, że się postarałeś. - posłałam
mu szczery uśmiech pełen sympatii. Mój kompan odwzajemnił gest. Niczym
dżentelmen odsunął krzesło, abym mogła usiąść. Zajęłam miejsce tuż przy oknie,
z którego mogłam obserwować zabieganych ludzi.
-Co zamawiasz? - z zamyślenia wyrwał
mnie miły głos Wlazłego.
-Zdam się na twój gust. - podałam mu
kartę z menu tej restauracji.
-Dobra, ale obiecaj, że nie będziesz
wybrzydzać. - rzekł z wielkim bananem na twarzy.
-Obiecuję. - zapewniłam z dobroduszną
miną. Sportowiec przywołał kelnera, u którego złożył zamówienie.
-Co wybrałeś? - zapytałam zaciekawiona.
-Zobaczysz. - mrugnął do mnie okiem. Po
pięciu minutach stały przed nami talerze z parującym jedzeniem.
-Mmm. Wygląda smakowicie. - pochwaliłam
potrawę.
-To wcinajmy, zobaczymy czy jest tak
dobre na jakie wygląda. - włożył do ust pierwszy kęs.
-I jak? - zapytałam mojego osobistego
króliczka doświadczalnego.
-Delicje. - oznajmił z uśmiechem krojąc
sobie kolejny kawałek. Poszłam za jego przykładem. Nie pożałowałam, danie było
przepyszne.
-Zuzia, ja naprawdę przepraszam za
wczoraj. - odłożył sztućce. Wbił we mnie spojrzenie oczekując mojej reakcji.
Powoli przełknęłam zastanawiając się co mam odpowiedzieć.
-Daj spokój, mówiłam ci już, że
puściłam to zdarzenie w niepamięć. - po raz kolejny musiałam go okłamać.
-Ja nie chciałem tego zrobić, możliwe,
że drinki uderzyły mi do głowy. - struty tą sytuacją zaczął grzebać widelcem w
mięsie.
-Przestań. - chwyciłam jego dłoń
przykrywając ją drugą ręką. Oderwał wzrok od talerza, by spojrzeć mi prosto w
oczy. Nie mogłam znieść widoku smutnego Mariusza.
-Zachowałem się jak dupek. - powoli
przymknął powieki.
-Hej! Przecież nie mam ci tego za złe. -
przeniosłam dłoń z ręki na siatkarski policzek, gładząc go delikatnie kciukiem.
- Nie tak wyobrażałam sobie zakończenie wieczoru, ale nie myślmy już o tym, a
ty nie możesz brać tego tak do siebie. Gdybym była na ciebie zła nie
przyjechałabym tutaj. - dziwne uczucie towarzyszyło mi przy pocieszaniu
dorosłego mężczyzny.
-Zuzia, czy wybaczysz mi to co
zrobiłem? - kąciki jego ust nieśmiało powędrowały ku górze.
-No pewnie, że tak. - wstałam
wyciągając ramiona, tym samym zachęcając do przytulenia. Widząc to Mariusz z
ochotą zerwał się z krzesła zamykając mnie w ciepłym uścisku.
Wtulona
w siatkarza usłyszałam głośne pukanie. Powoli odwróciłam głowę, by zobaczyć
skąd dochodzi hałas.
-Olga! - wrzasnęłam odskakując od
Szampona.
-Kto? - Wlazły zrobił zdziwioną minę.
-Daj mi minutkę. - musnęłam ustami
policzek mojego kompana, po czym wybiegłam przed lokal.
-Zuźka! - wykrzyknęła przyjaciółka
rzucając się w ramiona.
-Co ty tu robisz? - zapytałam odrywając
ją od siebie.
-Raczej co ty tu robisz? W dodatku ze
sławnym skrzatem. Dlaczego mi o nim nie opowiedziałaś jak dzwoniłam? -
powiedziała z pretensją.
-Sławnym czym? - zmarszczyłam brwi.
-Zawodnikiem popularnego klubu
siatkarskiego Skry Bełchatów. - wytłumaczyła pośpiesznie przewracając przy tym
oczami.
-Mówiłam, że to rozmowa nie na telefon.
Chciałam ci to powiedzieć osobiście, a przy okazji zobaczyć twoją minę. - wyszczerzyłam
się do kumpeli.
-Czyli to tego Mariusza poznałaś na
siłowni? - rozszerzyła swoje ciemne oczyska ze zdziwienia.
-Tak, dokładnie tego. - zajrzałam przez
okno do restauracji. Nie było go tam. -Olga, spłoszyłaś mi Szampona! -
spojrzałam na nią z przerażoną miną.
-Nikogo nie spłoszyła. - poczułam na
ramieniu znajomy dotyk. Odetchnęłam z ulgą. - A to twoja przyjaciółka, która
interesuje się siatkówką, tak?
-Dokładnie. Miło mi, Olga jestem. -
rozpromieniona wyciągnęła rękę w kierunku jednego ze swoich idoli.
-Moje imię na pewno znasz, ale na
wszelki wypadek się przedstawię. Mariusz. - odwzajemnił uścisk.
-To niepotrzebne. Oglądam każdy wasz
mecz, na wielu jestem, ale spotkanie twarzą w twarz to dla mnie zupełnie nowa
sytuacja.
-Mam nadzieję, że miła. - znacząco poruszył
brwiami.
-Bardzo. - Mazur odsłoniła ząbki - Zostałabym
dłużej, ale niedługo będę miała gości, a poza tym nie chcę wam przeszkadzać.
-Ty nigdy nie przeszkadzasz. -
wcisnęłam Oldze palce między żebra.
-Nie rób tak, wiesz, że tego nie lubię.
- wytknęła mi język.
-Dobra, idź już jak musisz. - dałam jej
całusa na pożegnanie.
-To zmykam. Pa. - pomachała i zniknęła
w sklepie spożywczym.
-Miła ta twoja koleżaneczka. -
powiedział skrzat z zawadiackim uśmiechem. Zaczęłam się śmiać. Ciągnąc za rękaw
zaprowadziłam go na dawne miejsce.
-To co za słodkości bierzemy? -
otworzył listę z przysmakami.
-Za pierwszym razem podbiłeś moje kubki
smakowe, więc tym razem też znajdziesz coś pysznego. - delikatnie oblizałam
wargi.
-Okej, może po raz drugi uda mi się
trafić w twój gust. - przeczesywał wzrokiem wszystkie desery spisane na karcie.
-Wierzę w ciebie. - wybuchnęłam
śmiechem widząc jak mój towarzysz skupia się na swoim zadaniu.
-Mam! Kelner! - krzyknął triumfalnie
przywołując faceta z obsługi.
Niedługo potem na stół wjechały śliczne
pucharki kryjące w sobie masę słodkiej, płynnej, kremowej substancji.
-Znów miałeś nosa. - powiedziałam
chwytając za łyżeczkę - Uwielbiam toffi.
-Cieszę się, że ci smakuje. - poszedł w
moje ślady i zaczął zajadać deserek.
-Jak to jest być sławnym siatkarzem? -
zapytałam Mariusza, wprawiając go w niemałe zaskoczenie.
-Niesamowicie. - odparł rozmarzony - Tyle
emocji, klubowe przyjaźnie, wspaniali kibice, którzy cię uwielbiają. Gdy stoisz
na parkiecie i słyszysz okrzyki dopingujących ludzi jesteś w siódmym niebie.
Fakt, momentami jest ciężko, ale ten sport daje więcej pozytywnych wrażeń.
-Wiedzieć, że gdzieś w Polsce, a nawet
na świecie są ludzie, dla których jesteś autorytetem, mimo, że w ogóle ich nie
znasz musi być cudowne. - wyobraziłam sobie radosnych fanów Wlazłego.
-Bo tak jest. Chodź, pójdziemy trochę
pospacerować. - Szampon poprosił o rachunek, zapłacił za obiad, po czym
wyszliśmy do centrum.
Resztę
dnia spędziliśmy zwiedzając różne zakątki Łodzi. Bełchatowski skrzat oprowadził
mnie po wszystkich zakątkach tego miasta, tych znanych oraz mniej słynnych, ale
równie pięknych. Miło spędziliśmy wspólny wieczór. Na koniec pożegnaliśmy się
niczym starzy dobrzy przyjaciele i wróciliśmy do swoich lokum.
Warto było!
-Mamuś
ja już jadę. - po obiedzie wyszłam z pokoju wlokąc za sobą walizkę.
-Skarbie, tak szybko opuszczasz starą
matkę?- z przekąsem i szczerym uśmiechem na twarzy rzekła pani domu.
-Aj jaka stara? - żachnęłam się - Nadal
jesteś młoda i piękna. - zapewniłam ją całując w policzek.
-Powiedzmy, że ci wierzę kochanie. -
rzekła cmokając mnie w czubek głowy.
-Niedługo znowu wpadnę. - pomachałam
jej stojąc w progu.
-Będę czekać. Jedź ostrożnie. -
odwzajemniła gest.
W końcu wracałam do swojego ciepłego,
trybunalskiego mieszkanka, jednak najpierw czeka mnie dopingowanie
reprezentantów Polski w piłce siatkowej. Olga pewnie już wyczekuje.
-Moja kochana przyjaciółeczka nareszcie przyjechała. - Mazurówna w samym
progu zawiesiła mi się na szyi.
-Z tego wnioskuje, że się cieszysz z
mojego przyjazdu. - powiedziałam odwzajemniając uścisk.
-Cieszę to mało powiedziane. -
wyplątała się z moich objęć - Już wszystko przygotowane, przechodź do salonu.
To, co zobaczyłam zszokowało mnie. Cały pokój przybrany był w
biało-czerwone barwy. Z okien zwisały zasłonki mieniące się purpurą,
przeplatane białymi wzorkami. Poziomkowy obrus, wraz z bukietem śnieżnobiałych
lilii ozdabiał stół, na którym stały szkarłatne miski z jedzeniem. Tu i ówdzie
zwisały serpentyny w narodowych barwach. Na kanapie czekały czapki, trąbki i
szaliki, aby pomóc we wspieraniu polskich reprezentantów.
-Jesteś rąbnięta. - skwitowałam to co
zobaczyłam.
-Wiem. - mrugnęła okiem.
-Widzę tu przekąski, ale gdzie jest coś
do picia? - zapytałam przyjaciółkę, która usadowiła się przed telewizorem.
-W kuchni, jak chcesz to sobie weź, bo
ja już nigdzie się nie ruszam. - ekran wyświetlił dwie drużyny wchodzące na
boisko do siatkówki.
-Dobra, to zaraz wrócę.
-Tylko się pośpiesz. Zaraz będą grać. -
zawołała z sąsiedniego pokoju.
-Spokojnie, zdążę. - zapewniłam Olgę.
Zabrałam się za myszkowanie po szafkach w celu znalezienia jakiegoś
przyzwoitego napoju. Zza ściany usłyszałam nasz hymn. "Mazurek
Dąbrowskiego" został znakomicie odśpiewany przez Polaków a kapella.
Genialni są ci kibice.
-Zaczęło się! - zawyła fanka siatkówki.
-Lecę. - otworzyłam lodówkę, po czym
zaczęłam przeczesywać wzrokiem wszystkie półki. Zajrzałam do oddzielnej
przegródki. Bingo! Zimna cola to coś czego szukałam. Złapałam jeszcze dwie
szklanki i wróciłam do mazurskiej strefy kibica. Odstawiłam trunek.
-Łap. - w moją stronę pofrunęły
wcześniej wspomniana czapka i szalik. - Zakładaj to i siadaj. - rozkazała.
-Już siadam, nie gorączkuj się tak. -
wcisnęłam czapę na głowę, a do ręki wzięłam szalik z napisem POLSKA. Podeszłam
do stolika, aby zabrać z niego michę z chipsami. Zadowolona wróciłam na swoje
dawne miejsce.
-Bartek Kurek Bartek, Bartek Kurek
Bartek. - zaczęła śpiewać do telewizora razem z resztą ludzi obecnych na hali,
aby zmotywować stojącego na zagrywce siatkarza. Piłka wyrzucona pod sufit,
wyskok ii as serwisowy!
-Pięknie. - krzyknęłyśmy w tym samym
czasie co wywołało u nas gwałtowny wybuch śmiechu.
Kolejne punkty zdobyte, a zarazem
stracone. Następna zagrywka. Moją uwagę przykuł wysoki brunet z numerem 9 na
koszulce. Stał za linią boiska, a na owiniętych białymi plastrami palcach
spoczywała niebiesko-żółta piłka. On wpatrywał się w nią jak w obrazek. W
momencie, gdy ta poszybowała w górę u dołu ekranu pojawiła się ramka z
nazwiskiem zawodnika. Teraz byłam pewna. To był on. Zibi, który cztery dni temu
pocieszał mnie na lotnisku. Dziwne, ale patrząc na niego poczułam się
bezpiecznie.
………………………………………………………………………………………………………………………….
No hej kochani!
Niektórzy są załamani końcem wakacji. My staramy się wyłapać pozytywne
aspekty tej sytuacji. Mianowicie strasznie nie możemy doczekać się Memoriału,
który będzie rozgrywany niedaleko nas i mamy nadzieję, że będziemy uczestniczyć
w kibicowaniu naszej reprezentacji, a jak jest z Wami?
Poza tym we wrześniu rozpoczynają się Mistrzostwa Europy, na które też
czekamy. Niedługo potem zacznie się Plus Liga, a co za tym idzie dopingowanie
naszych ukochanych drużyn. ;)
Jak Wam się podoba nowy rozdział? Mamy nadzieję, że jesteście
usatysfakcjonowane przebiegiem sytuacji.
Ten wpis na szczęście udało nam się dodać w terminie. Dziękujemy, że
mimo kiepskiego startu nadal jesteście z nami. ;*
NatAn. ♥
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
Jakiego kiepskiego startu????
OdpowiedzUsuńPierwsze rozdziału na tym blogu bardzo mi się podobają zresztą jak cały blog;)
Ciekawie czy jeszcze kiedyś z Mariuszem się spotkają?
Pozdrawiam serdecznie;)
Zapraszam na XXI zsiatkowkacalezycie.blogspot.com
Zapraszam na XXII http://zsiatkowkacalezycie.blogspot.com/
UsuńRelacja z Mariuszem się rozwija, co bardzo mnie cieszy, bo to świetny facet! Spotkanie jak najbardziej udane, chętnie bym się na takie wybrała :D
OdpowiedzUsuńRównocześnie powraca wspomnienie z Bartmanem, jestem ciekawa, czy przyjdzie jej jeszcze go spotkać?
Zapraszam do siebie na dwójkę http://ill-never-let-you-go.blogspot.com/ ;*
super ! :) zapraszam do mnie i zachęcam do komentowania :) http://wierze-ze-bedzie-dobrze.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń